poniedziałek, 28 września 2015

Brak czasu jako recepta

Oziębłość przychodzi najłatwiej kiedy nie mam czasu się angażować. Nie można siedzieć samemu na korytarzu na uczelni czy w szkole lub w domu. Nie można pokazywać siebie. Trzeba troszeczkę udawać. Kilka uśmiechów i niezobowiązujących pogawędek i nagle każdy ma Cię za duszę towarzystwa.
Moją receptą na ,, szczęście" jest brak czasu. Od rana nauka, szybki obiad a potem zajęcia dodatkowe. Sztuki walki czyli to o czym marzyłam. Ale czy w tym wszystkim jestem na serio spełniona i szczęśliwa? W rzeczywistości jestem tak pusta. Nie głupia czy tępa, ale pusta. Nie ma we mnie miejsca na miłość,  na współczucie, na radość. W biegu nie myślę o niczym. Chcę żeby tak było ale wolałabym żeby tylko negatywne emocje znikały. Pomagam w domu, znajomym,  rodzeństwu, ale robię to mechanicznie,  wręcz odruchowo.  Jadę tramwajem i myślę o tych, którzy odeszli i tych których mi zabrano. Kiedyś było by mi przykro i chciałoby mi się płakać, a teraz nawet nie umiem wzbudzać w sobie takich emocji. Boję się o siebie. Boję się siebie.