Zwyczajne życie bezimiennej

Czy byłoby mi łatwiej użalać się nad sobą gdybym  miała rodziców, którzy się rozwodzą? Rodzeństwo, które bije, okrutnych prześladowców w szkole? Bo w moim niby łatwym życiu nie ma większych powodów do smutku... Może tylko egzystencjalny ból, poczucie że się nie wyróżniam, że nie jestem wyjątkowa, brak miłości i ogólnie straszny przymuł.
Nie maluje się do szkoły. Boje się, że w końcu ktoś zobaczy mnie bez makijażu i mnie nie pozna. Zresztą wszyscy znamy się od podstawówki. Nie muszę kryć twarzy za make-upem. A  tu już za chwile testy gimnazjalne... No dobra... Równo za rok. Ale znając życie ten czas minie jak z bicza trzasnął. Pędzę na tramwaj, równie dobrze mogę poczekać na kolejny, ale komu się chce czekać w zimnym marcu na przystanku? Widzę nadjeżdżającą 17. Przyspieszam, zmuszając nogi do maksymalnego wysiłku, jestem pewna ze od boku moje stopy wyglądają jak dwie smugi, a moje buty cuchną spaloną podeszwą.
<Nagle czuje mocne szarpniecie i upadam twarzą na chodnik próbuje się podnieść, ale kiedy widzę zakrwawione dłonie zaprzestaje.Głowa okropnie mnie boli, chyba mam wstrząs mózgu. Nie dość, że spóźnię się do szkoły to jeszcze trafię do szpitala  pierwszy raz w życiu i moją niezniszczalność szlag strzeli. Kiedy mija szok, zaczynam czuć ból, a to wszystko przez zwykłe potknięcie! Czuję że ktoś do mnie mówi, ale nie mogę go usłyszeć. Wszystko faluje i odbija sie echem w mojej głowie. Jakieś silne ręce chwytają mnie delikatnie w talii i odwracają tak że głowę opieram na kolanach wybawcy, a plecy mam ułożone na jakimś materiale, pewnie jego kurtce. On sam zostaje w bluzie co jest nie lada wyczynem, w tak  mroźny dzień. Wreszcie plamy przed oczami znikają, a ja mogę dostrzec niezwykle przystojną twarz. Ma brązowe lekko kręcone włosy-starannie przystrzyżone, ostre rysy twarzy dodające męskości, czekoladowe oczy ze źrenicami tak dużymi, że wygląda na naćpanego. Kiedy jednak znów się odzywa wiem że jest absolutnie czysty, zachowuje trzeźwość umysłu.
-Wszystko ok? Hej, odezwiesz się? Słyszysz mnie?
Mówi dość cicho, ale nie nerwowo, mimo że jest zdenerwowany. Z trudem potakuję głową.
-Żyję-mówię chrapliwie.
-O to, bym się nie martwił, tylko się potknęłaś, ale do szpitala i tak musisz jechać.
-To s-u-abo.
-Boisz się igieł?-Pyta z troską.
Uśmiecham się z tak absurdalnego pomysłu.
-Phi. Igieł? Nie. Po prostu nie chcę mi się nadrabiać szkoły- mówię całkiem już normalnie. Patrzy na mnie jakoś tak dziwnie. Próbuje sobie wyobrazić siebę, taką jaką on mnie widzi. Świeżo umyte blond włosy, tworzą aureolę wokół mojej głowy, oliwkowe oczy błądzą na wpół przytomnie po jego sylwetce... Aha, no i nie można zapomnieć o tym, że cała jestem we krwi. Nie mogę zdecydować czy dodaje to uroku sytuacji, czy też go odbiera. 
-Zadzwoniłem po karetkę.
-Cholera.
-Mam jechać z tobą?
-Co ty... Nie ma takiej potrzeby, jestem już dużą dziewczynką.
Uśmiecham się walecznie, błagając w duszy, by jednak pojechał ze mną. 
-Ile właściwie masz lat? 
-15. A ty? 
Wyglądał na około 16. Z drugiej strony po zachowaniu i opanowaniu jakim się wykazał dałabym mu 18.
-17.
-To znaczy, że też śpieszyłeś się do szkoły nim Ci haniebnie przeszkodziłam?
-W sumie tak, ale do takich pięknych przeszkód mógłbym się przyzwyczaić. 
Zaśmiał się serdecznie. Nagle zastygł w bezruchu. 
-Słyszysz? To karetka.
Rzeczywiście, po kilku chwilach zza zakrętu wyłonił się migający pojazd. 
-To koniec naszej przygody? 
-Coś ty..- Uśmiechnął się tajemniczo. -To dopiero początek.
Wszedł ze mną do karetki, przedstawiając się jako bliski przyjaciel i złożył na moich ustach słodki pocałunek. Jak we mgle słyszałam jak ratownicy mruczą "Taa... Przyjaciel...". Wtedy poczułam zmęczenie. Zapach Jego wody kolońskiej i uśmiech uśpiły mnie.>
Natychmiast wstałam z podłogi. Nie chciałam zarobić kolejnego spóźnienia. W ostatniej chwili wsiadłam do 17. Tam w spokoju mogłam wymyślić zakończenie dla mojego wyobrażonego faceta i mnie. Przedstawiłabym mu się jako Angel, a on jako Damon. Wspieralibyśmy się w naszym idealnym związku obfitującym w miłość i słodycz. Tylko, że nie ma idealnych związków. nie ma idealnych facetów i nie ma idealnej miłości. Dlaczego faceci z mojej szkoły, jeżeli już są ładni, to okazują się być okropnie głupi?
Nie dawno odkryłam, że nawet najprzystojniejszy aktor, po milionie operacji plastycznych, ma miny, pozy i role, w których jest po prostu brzydki.
Weszłam do szkoły. Nikt mnie nie gnębi. Nie jestem szarą myszką z jedną fałszywą przyjaciółką. Mam przyjaciół. Dużo. Nie wszyscy są prawdziwi, ale znajdzie się kilka, które wskoczą za mną w ogień. Nie jesteśmy elitą, nikogo nie gnębimy. To nie jest amerykański film, w którym co druga osoba bierze narkotyki, a połowa dziewczyn jest w ciąży. Nie, to po prostu życie!
Witam się z dziewczynami. Agnieszka-Kruk ma niebieskie oczy i czarne loki. Z twarzy prześliczna, ale za wysoka dla większości chłopców. Ma też odrobinę za duże biodra.
Marysia- Myszka ma włosy w mysiowym kolorze oczy brązowo- zielone, odrobinę za duży nos, płaski brzuch, niezłe nogi i nie najgorszy biust.
Malina-Roszpunka ma długie włosy. Jest średniego wzrostu i jest jedną z tych dziewczyn, które znajdują się na cienkiej linii oddzielającej zajebistą urodę i skrajną brzydotę. W zależności od ubioru, humoru i min, może być cudowna, lub brzydka.
Ale co z tego jak wyglądają jeżeli są najlepsze na świecie!!! Aga jest troskliwa, Mysza dzika, a Malina zorganizowana. Idziemy razem na lekcje polskiego i zajmujemy ostatnie ławki. Czuję, że to będzie długi dzień.
Na przerwie mamy zapewnione najlepsze miejsca. Aga siada na kolanach Michała. Nosi okulary i jest patykowaty, ale wyższy od niej. ta zaleta przewyższa w oczach Agnieszki wszelkie wady. I to dosłownie- przewyższa.
Mary siada bardziej na Mateuszu, niż jego kolanach. Jest o rok starszy. to jeden z tych ładnych chłopców. Ma kaloryfer i idealny uśmiech. Spał z wszystkimi swoimi dziewczynami, by po tygodniu je rzucić. Żadna nie nauczyła się na błędach poprzedniczki. Na szczęście Mysia się z nim tylko przyjaźni. Z uśmiechem wspominam mojego "przyjaciela" ze snu.
Jest jeszcze Roszpunka, która siada na kolanach swojego chłopaka- Dawida. Z twarzy jest przeciętniakiem, ale u facetów ciężko nawet o przeciętniaka. Bo przeciętnemu bliżej do przystojności, niż brzydkiemu. Tym bardziej jeśli zamiast oponki ma sześciopak, albo chociaż zarysy sześciopaku.
A ja siadam na podłodze. Chłopcy już wiedzą, że nie ma co proponować mi kolan, bo odmawiam. Nie wiem dlaczego, ale kiedy siadałam na facetach czułam się niekomfortowo. A to za kościste kolana, a to wystający brzuch, nieświeży oddech, irytująco brudne okulary. Lubię chłopaków z mojej klasy, ale od wewnątrz, bo z zewnątrz są raczej... odpychający. Po za tym, po porównaniu z moimi chłopakami ze snów, wypadają blado.
Gramy w papier, kamień, nożyce. Najbardziej pasjonującą grę. Przynajmniej stała się taka od kiedy papier, zmieniłam w liścia, kamień w muke (Mocny cios z zaciśniętej pięści w bark), a nożyce w śledzia (uderzenie palcem wskazującym i środkowym w nadgarstek). Uwielbiamy te brutalną zabawę. No cóż, ja uwielbiam. Zazwyczaj gram ja, Mateusz, Dawid i Mysia. Nikt nie ma skrupułów, więc na lekcje wracamy z czerwonymi, policzkami i twarzami. Do najniebezpieczniejszych starć dochodzi, gdy Dawid wymierza mi liście. Nie przepadamy za sobą, tak odrobinkę.  
Dzisiaj jego uderzenie było tak silne, że poleciałam na podłogę. Zdenerwowana, podniosłam się i podcięłam go. Oddał mi tym samym. Tarzaliśmy się na ziemi okładając się i śmiejąc. Jasne, że cholernie bolało, ale w szkole nie ma miejsca na pokazywanie słabości. Poza tym uważałam to za swego rodzaju trening. W sumie lubiłam się bić. Wszyscy się śmialiśmy. Bo to było tak CHOLERNIE zabawne. Chwila... Nie, nie wszyscy się śmiali. Agnieszka wstała i pociągnęła mnie w kierunku toalet.
-Chociaż przemyj twarz, kochanie. Wyglądasz jak... Jak... Jakbyś właśnie się biła.
-Pewnie dlatego, że właśnie się biłam-wyszczerzyłam się.
-W takich momentach Dawid mnie wkurza- Powiedziała Kruk kiedy dotarłyśmy do damskich kibli. Opryskałam twarz zimna wodą.- On Cię prowokuje. Ma ochote Ci przylać. Jest o Ciebie zazdrosny.
-Pff... Niby jak?
-Malina poświęca Ci dużo uwagi.
-Może i tak... Ale wiesz co?
-Nie. Nie wiem co?- Odparła Aga z Uśmiechem.
-Co mnie obchodzi, to że Dawcio jest zazdrosny o Malinę, i co mnie obchodzi, że sprawia mi przyjemność bicie innych...
-Tylko ciebie-wtrąciła koleżanka.
-Co mnie to wszystko obchodzi, skoro wreszcie przyjęli mnie do żeńskiej drużyny piłki nożnej!!! Wczoraj dostałam list!
Agnieszka rzuciła się by mnie przytulić. Moje marzenie się spełniło. Treningi dwa razy w tygodniu, jazda na zawody, nowi ludzie i gra w gałę. Czego chcieć więcej od życia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz