Jestem znudzona tą monotonią. Schematyczność i powtórki. No bo ile można oglądać jeden odcinek serialu. Za pierwszym razem jesteś ciekawy, za drugim juz na prawdę musisz obejrzeć kolejny odcinek, ale za trzecim masz to w dupie i po prostu chcesz żeby się skończyło. Staram się być dobra, tłumaczyć swoje stanowisko, nie dążyć w kłótniach do ,,wygranej'' a do zrozumienia. Próbuje słuchać i nie narzekać, ale ile można starać się ile można widzieć wszystko i zauważać wszystko gdy ma się świadomość ze inni nie widzą. Albo gorzej kiedy myślą ze widzą. Kiedy mówią widzę że jest nie tak ale nie pomagają. Kiedy nie potrafią oddawać się tobie jak ty im. Kiedy uważają ze to co robisz myślisz i mówisz jest głupie a nie pamietają o tym ze ty codziennie znosisz ich bez krytyki. Mam cholerną ochotę wykrzyczeć im to w twarz. Robiłam tak w przeszłości i zastanawiam się czy może jednak nie zwariowałam? Może ja się wcale nie upokarzam dla innych może takich codziennych poświęceń dokonuje każdy. Może jestem gównianą przewrażliwioną na własnym punkcie nastolatką. Nie jest możliwym żeby ktoś przez tyle lat nie zauważył moich ofiar. Mojego milczenia mojego wsparcia... Wniosek jest prosty
Wcale nie jestem tak dobra jak mi się zdawało.
Wcale nie jestem dobra.
A to źle.